RODZINNA TRAGEDIA – ŻYCIE URATOWAŁ NAM KOT

To był moment. Z niewiadomych przyczyn w malutkim mieszkanku państwa Filipków doszło do zwarcia instalacji elektrycznej. Ogień rozprzestrzeniał się w zastraszającym tempie. Płonęły zasłony, telewizor, meble. Mieszkanie w bloku 46d przy ul. Wólka Profecka zamieniło się w płonący piec z piątką ludzi w środku. Czad zrobił swoje. Nie obudziliby się, gdyby nie kotka Marysia, która zaczęła skakać po właścicielce. Swoim przeraźliwym miauczeniem i drapaniem zdołała wybudzić ze śmiertelnego snu matkę trójki dzieci. Półprzytomna, podtruta czadem kobieta zerwała się na równe nogi. To co zobaczyła, przypominało piekło. Ogień był wszędzie. 

Łóżka, na których spały jej dzieci: 11-letni Kacper, 9-letni Piotr i 4-letnia Dominika oraz mąż Marek otoczone były płomieniami. W ogniu stała cała ścinana – tuż za ich głowami. Pani Barbara wyrwała ze snu męża. Nie mógł złapać oddechu, ale w jednej chwili zrozumiał, że muszą ratować dzieci. Wszyscy, razem z kotką – bohaterką i ukochanym pieskiem rasy York, zdołali wydostać się na zewnątrz. Wezwali służby ratownicze. Przyjechała straż pożarna i policja, ale co szokujące – nie zjawiło się pogotowie. Matka, słaniając się na nogach, sama musiała zawieźć swoje dzieci do szpitala, gdyż wykazywały objawy zatrucia tlenkiem węgla. Rodzina i sąsiedzi próbowali jeszcze ratować dobytek, ale z marnym skutkiem.

Wynieśliśmy tylko telewizor. Synek płakał, że spali się jego konsola do gier. Babcia, która mieszka za ścianą, ryzykując życiem, wydobyła mu ją z pożaru. To było szalone, ale zrobiła to. Najważniejsze jednak, że żyjemy, że nikomu nic poważnego się nie stało. A to wszystko, wyłącznie dzięki naszej kotce. To co zrobiło to stworzenie, nie mieści mi się w głowie. Nie chcę myśleć co by się stało, gdyby nie jej czujność i determinacja – mówi pani Basia.

Kot wykonał zadanie, teraz nasza kolej. Rodzina straciła wszystko. Mieszkanie jest całkowicie zniszczone najpierw przez ogień, a potem przez wodę, którą strażacy gasili pożar. Meble, ubrania, sprzęt RTV i AGD, artykuły szkolne, wyposażenie kuchni…Państwo Filipek potrzebują wszystkiego. Mieszkanko musi przejść kapitalny remont. Tu też będzie potrzebna pomoc. Rodzina nie ma się gdzie podziać. Władze Puław przeznaczyły dla pogorzelców malutki lokal, w którym powierzchnia użytkowa to ok. 13 metrów. Filipkowie nie przyjęli go, bo nie są w stanie zmieścić się tam z trójką dzieci.

A przecież w bloku 45a – tuż obok, są nawet dwa puste mieszkania, które mogliby zająć na czas remontu. Ten nie potrwa przecież długo. Zniszczone mieszkanie jest małe i dobra ekipa szybko doprowadzi je do porządku. Mamy nadzieję, że władze miasta zechcą bardziej zaangażować się w pomoc i przydzielą tymczasowo nieco większy lokal dla tej rodziny – mówi pani Ania – sąsiadka Filipków.

Potrzebne jest wszelkie wsparcie, bo Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie przyznał im… 500 zł zasiłku. Trudno w to uwierzyć, ale taką jak na razie pomoc otrzymali. Dlatego zwrócili się do redakcji Tygodnika Powiśla. Na facebooku jest już utworzony profil S.O.S. dla pogorzelców z Puław. Wszyscy, którzy nie są obojętni na to, co się przydarzyło rodzinie, mogą kontaktować się z Marcinem Mizerą – koordynatorem akcji „S.O.S dla pogorzelców z Puław” pod nr tel. 514 08 77 47 lub pod adresem mailowym: mmizera.media@gmail.com

Tekst i zdjęcia: tp

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz