MASA: PERSHING MIAŁ W PUŁAWACH PRZYJACIÓŁ

Z najsłynniejszym polskim świadkiem koronnym byłym członkiem „Pruszkowa” Jarosławem Sokołowskim o dawnych kolegach, kuszących propozycjach, nielegalnych biznesach byłych oficerów WSI, puławskich mafijnych kontaktach oraz… Kazimierzu Dolnym rozmawia Marcin Mizera.

Jak obecnie wygląda życie najsłynniejszego świadka koronnego w Polsce? Z czego Pan żyje?

Zna Pan zasady programu świadka koronnego i wie Pan, że nie żyję jak zwykły Kowalski. Podlegam rygorom programu. Ciągle mam ochronę policji. Zawsze gdzieś są, ale nie przeszkadzają, bo to są profesjonaliści. Wiedzą, co robią, dzięki temu mogę czuć się bezpiecznie. Życie świadka koronnego oczywiście jest stresujące. Wcześniej wielokrotnie zmieniałem miejsce zamieszkania, ale od lata mam już z tym spokój. Z czego żyję? Prowadzę kilka biznesów i tylko dzięki swojej pomysłowości nieźle na tym wychodzę.

Czy nie kusiło Pana, aby odnowić kontakty ze światem przestępczym? Podobno dostał Pan swego czasu jakąś kuszącą propozycję…

– Tak, dokładnie były to dwie propozycje. Czy kuszące? Tego nie wiem, bo nawet przez ułamek sekundy nie myślałem o nich poważnie. Ja już zmieniłem swoje życie. Przeszedłem transformację – od gangstera do – normalnego, uczciwego człowieka. Czego życzę również moim dawnym kolegom. Życzę im, aby stali się ludźmi, którzy potrafią legalnie zarabiać i płacić podatki. Co do propozycji, to swego czasu jedna wyszła od szef starego „Mokotowa” Andrzeja H., PS. „Korek”, a drugą osobą, która chciała robić ze mną interesy był… Słowik.

Chodzi o tego Słowika?

Wiem, że w jednym z warszawskim hoteli odbyło się przyjęcie „Pruszków – Reaktywacja”. Wzięli w nim udział starzy bossowie grupy m.in. Słowik (Andrzej B., były członek „zarządu Pruszkowa”). Było tam również dwóch moich kolegów. Polało się trochę wódki. Koledzy później przekazali mi, że Wańka (Leszek D., były członek „zarządu Pruszkowa”), nakrzyczał ma Parasola (Janusz P., członek „zarządu Pruszkowa”) i mówiąc wprost – opieprzył go za to, że kiedyś ten mnie się czepiał. Słowik powiedział jasno, że chętnie znowu nawiązaliby ze mną współpracę. Było to przekazane w ten sposób, aby do mnie dotarło. Ja nie jestem zbyt pamiętliwy, ale mam do nich żal za zabójstwo Pershinga. Później przecież szykowali się na mnie…

Nie sądzi Pan, że to prowokacja?

Uważam, że oni nie są już zdolni do żadnych prowokacji. To już nie są ci sami ludzi, co kiedyś. Czasy również są inne. Oni mają świadomość tego, że mam szerokie kontakty w biznesie i mógłbym im pomóc zarabiać pieniądze, a im przecież o to chodzi. Wiem, że mają kapitał z dawnych czasów, bo przecież nikt im go nie zabrał. Jeżdżą dobrymi samochodami, inwestują, działają w szeroko pojętym biznesie, w zależności od tego, na co jest koniunktura. Podobno obecnie „siedzą” w branży paliwowej. Kiedyś razem współpracowaliśmy, znamy się. Byliśmy z tej samej kasty ludzi. Oprócz tego oni przecież też chcą żyć, zestarzeć się. Nie sądzę, aby szukali kłopotów. Dodam już tak pół żartem, pół serio, że jeżeli naprawdę chciałbym wrócić do starych zajęć, to na pewno nie związałbym się z mafijnymi „reliktami PRL-u” takimi jak Wańka czy Słowik tylko z młodymi, którzy teraz w tej „branży” rozdają karty.

Przestał się Pan obawiać? Przecież kiedyś mafia wyznaczyła dwa miliony dolarów za Pana głowę!

– Nie powiedziałem, że przestałem się obawiać. Zagrożenie wciąż istnieje, bo przecież nadal mamy do czynienia z niebezpiecznymi ludźmi. Do końca nie wiem, co im może przyjść do głowy. Jednak, tak jak wspomniałem na początku, mam znakomitą ochronę. Zresztą, moi dawni koledzy znowu mają kłopoty. „Słowik”, „Parasol” i „Młody Wańka” zostali niedawno zatrzymani przez CBŚ. Postawiono im szereg zarzutów m.in. wyłudzanie podatku VAT.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że prawdziwą mafię tworzyli byli funkcjonariusze SB oraz agenci WSI (Wojskowe Służby Informacyjne), a Wy byliście mafią podwórkową.

Powiedzmy sobie szczerze, lata 90. to było prawdziwe eldorado i tacy źle zweryfikowani SB-ecy na spółkę z WSI doskonale potrafili ten czas wykorzystać. Nie jest prawdą, że polską mafię założyło SB. Pruszków był niezależny, to oni do nas przyszli, bo mieliśmy wspólne interesy. My robiliśmy szum, byliśmy bardzo medialni, tworzyliśmy zamieszanie. I kiedy oczy całej Polski skierowane były na Pruszków, oni (dawni SB-ecy i WSI) robili gigantyczne przekręty na wielką kasę. Przykładem może być dawna „Wyższa Szkoła Umiejętności Pedagogicznych i Zarządzania” w Rykach. Byli oficerowie WSI poprzez różnego rodzaju działania wydrenowali z tej placówki kilka milionów złotych. To jednak tylko kropla w morzu i „grosze” przy innych, naprawdę dużych biznesach prowadzonych przez ludzi dawnych służb. Zresztą, ich wpływy są widoczne również dzisiaj. My byliśmy jedynie czymś w rodzaju zasłony dymnej.

Co ma Pan na myśli?

Przykładem może tu być sprawa, w której czynny udział brał Pershing. To był chyba 1993 rok. Wtedy do mnie i do Kiełbasy przyszli ci z WSI, chcieli zrobić interes. Powiedzieli, że chcą sprzedać duże ilości broni. Wozy pancerne, czołgi, helikoptery – gruba sprawa. Poszliśmy z tym do Pershinga. On już wiedział, jak dalej działać. Razem z WSI zorganizowali przerzuty do Syrii. Poszły tam czołgi, helikoptery i masa różnego rodzaju broni. Na tym dealu zarobili potężny hajs.

Czy „Pruszków” ma szansę na odbudowanie dawnej siły?

Na pewno nie. To już inne czasy, policja działa skutecznie, ma lepsze narzędzia itd. W tej rzeczywistości odbudowanie czegoś, czym był dawny „Pruszków”, jest niewykonalne. Działalność na mniejszą skalę oczywiście dalej ma tam miejsce. Od zawsze wylęgarnią całego zła był pruszkowski Żbików i tak jest również dzisiaj. Wciąż działają tam grupy, które czerpią zyski z automatów do gier i handlu narkotykami.

W latach 90-tych również w Puławach miała działać grupa związana z „Pruszkowem”. Wie Pan coś o tym?

Jeżeli chodzi o Puławy i okolice to Pershing miał tam swoich przyjaciół. Jednym z nich był właściciel zakładów futrzarskich w Kurowie. Bardzo ogarnięty facet, zawsze potrafił zarabiać pieniądze. Pamiętam, że mówili o nim „czerwona marynarka”. Jak Pan go spotka, to proszę przekazać pozdrowienia od Jarka. Na pewno się ucieszy. Co do samych Puław, tak jak Pan wie, lata 90. to było eldorado. Tych, którzy chcieli to wykorzystać i szybko zarobić nie brakowało. I tak zaczęły powstać takie grupki jak ta w Puławach czy np. Ostrowie Świętokrzyskim. Byli mali, nie mieli wpływów, ale coś tam zawsze zarabiali. A swoją drogą, jeśli chodzi o wasze tereny, to zawsze szczególnie podobał się nam Kazimierz Dolny. Ja osobiście jestem zachwycony kazimierskim Rynkiem i architekturą miasteczka. To wyjątkowe miejsce.

Dziękuję za rozmowę.

/WYWIAD AUTORYZOWANY/

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Komentarz

  • Krzysztof

    Sierpień 5, 2017

    Jaki nawiedzony mundruś jesteś zwykłą parówką powinni cię wydymać we wszystkie dziury nie lansuj się pało

    Replay

Dodaj komentarz

*