MALWINA KOPRON: JESTEM ZWYKŁĄ DZIEWCZYNĄ. NIE LATAM W KOSMOS.

Z Malwiną Kopron – brązową medalistką w rzucie młotem na Mistrzostwach Świata w Londynie, złotą medalistką Uniwersjady Taipei 2017 oraz olimpijką z Rio de Janeiro o dyscyplinie i ciężkiej pracy w dążeniu do sukcesu, walce z samym sobą, byciu kobiecą i o miłości rozmawia Marcin Mizera.

Czy gdy zaczynałaś swoją przygodę ze sportem myślałaś, że będziesz medalistką mistrzostw świata?

Jak zaczynałam przygodę ze sportem, to na początku była to taka zabawa. Zabawa przez ogólny rozwój – bieganie, skakanie, rzucanie. I na pewno 10 lat temu nawet do głowy by mi nie przyszło, że będę stała na podium mistrzostw świata, tuż obok Anity Włodarczyk. Naprawdę, ten sezon jest super i mam nadzieję, że to nie koniec.

Jak to się stało, że zostałaś młociarką, a nie np. gimnastyczką?

Oj (śmiech!), Odpowiedź jest prosta. Zostałam dosyć wcześniej ukierunkowana przez mojego dziadzia – Witolda Koprona. Spędzałam z nim bardzo dużo czasu, a w związku z tym, że był trenerem od lekkiej atletyki i prowadził grupę miotaczy, to i ja tam, powoli, na początku właśnie poprzez zabawę, zaczynałam przygodę z młotem. I wytrwałam w tym do dzisiaj. Minęło już 10 lat, a ja nadal rzucam.

Czyli, to prawdziwa miłość? Jedyna?

Prawdziwa – na pewno (śmiech!). Czy jedyna? Odpowiem tak, w chwili obecnej – niestety – nie mam czasu na żadną inną. Na początku roku podjęłam decyzję, że skupiam się tylko na treningach. Obecnie jestem wolna, ale… Uważam, że na wszystko przyjdzie czas.

Niektórzy mówią, że młot wydaje się mało kobiecy, ale Tobie udało się przełamać ten schemat…

Ciszę się, że tak mówisz (śmiech!). A tak na serio, to prawda, wydaje się, że rzut młotem to mało kobieca dyscyplina, ale tylko tak się wydaje. Oczywiście, to jest masa olbrzymiej pracy na siłowni i może dlatego niektóre młociarki wyglądają, jak wyglądają. Ja staram się być bardzo kobieca i dbam, aby tak było. Jestem dosyć szczupłą młociaką i tak jak wspomniałeś myślę, że troszkę przełamuję ten utarty stereotyp zawodniczki uprawiającej tę dyscyplinę. Może to i męska rzecz, ale ja się w niej bardzo dobrze odnalazłam.

Jak to się stało, że nie reprezentujesz klubu „Wisła Puławy”?

Dwa lata temu już chciałam wrócić do „Wisły”, trenowałam w OŚ AZS Poznań, ale marzyłam o tym, by wrócić do Puław. Niestety, to się nie udało. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to dla mnie delikatny temat, ale powiem tylko, że mimo moich wielkich chęci, nie doszło wtedy do porozumienia z zarządem KS „Wisła Puławy. W tamtym czasie AZS UMCS Lublin zaproponował mi czteroletni kontrakt i bardzo dobre warunki. Zgodziłam się. Były propozycje z innych klubów, ale wybrałam klub na Lubelszczyźnie, i to jest duży plus, bo chcę być związana z moim regionem. Tak jak wspomniałam wcześniej, przykro mi, że nie mogę trenować w KS „Wisła Puławy”. Udało mi się jednak porozumieć z Grupą Azoty Puławy, która została moim sponsorem. Dzisiaj mówienie o moim powrocie do „Wisły” nie ma sensu, bo na 3 lata jestem związana kontraktem z Lublinem. To bardzo dobry kontrakt, daje mi doskonałe możliwości rozwoju. Jestem zadowolona.

Ile czasu dajesz sobie na pokonanie Anity Włodarczyk?

Nie ukrywam, że na chwilę obecną Anita postawiła wysoko poprzeczkę, bo wynik 83 metry to naprawdę wyczyn! Anita jest pierwszą kobietą w historii, która rzuciła na odległość 80 metrów. Głęboko wierzę, że to ja będę tą drugą (śmiech!). To jest sport, a ja mam taki charakter, że dążę do tego, by być najlepszą. Myślę, że za dwa, trzy lata będę mogła rywalizować z Anitą na podobnym poziomie. Do tego dążę.

To jest Twoje największe sportowe marzenie?

Tak jak powiedziałam. Chcę być najlepsza. Moim marzeniem jest na pewno zdobycie medalu Igrzysk Olimpijskich.

Jak wygląda dzień z życia Malwiny?

(Śmiech!) Powiem tak, ja mam takie trzy etapy w roku. Jest to okres przygotowawczy, czyli bardzo dużo treningów. Okres startowy oraz tzw. okres roztrenowania. W sezonie przygotowawczym, zaraz po śniadaniu rozpoczynam naprawdę ciężki trening, ok. 3 godzin rzucam, później mam trochę czasu na regenerację i idę na 3 i pół godziny na siłownię. Co drugi dzień przeprowadzam także trening sprawnościowy. Łącznie jest to ok. 6 godzin treningu dziennie w okresie przygotowawczym. Wtedy wolny czas dla znajomych i przyjaciół jest dla mnie na wagę złota.W sezonie startowym tych treningów jest o połowę mniej. Sezon roztrenowania, czyli taki, w jakim jestem obecnie, wyglądał tak, że miałam po porostu półtora miesiąca wolnego, mogłam spokojnie wyskoczyć gdzieś z rodziną, znajomymi, pospacerować z psem, normalnie odpocząć. Ale przez to ogromne zainteresowanie mediów moją osobą, teraz jest inaczej. Nie ukrywam, że zaczyna mnie to powoli męczyć. Na początku było fajnie, ale cały czas przez ten medialny szum mam urwanie głowy i ciężko mnie złapać. Cierpię na deficyt wolnego czasu. Miałam już pytania o to, czy nie boję się, że uderzy mi do głowy tzw. sodówka? Odpowiadam – absolutnie NIE. Ja mam zbyt dużo zajęć, aby zwariować (śmiech!).

Co Cię mobilizuje?

Chęć bycia najlepszą. To kwestia charakteru, ja zawsze taka byłam. Gdy czegoś chciałam, to musiałam to mieć (śmiech!). Tak samo jest teraz. Stanowczość i wytrwałość to moje cechy, nad cierpliwością ciągle pracuję. Kiedy przychodzą chwile zwątpienia, a były takie w zimie, było naprawdę ciężko, kiedy na siłowni musiałam wykonywać te wszystkie niezliczone serie, powtórzenia i podnosić 110 kilo, to myślałam o zbliżających się Mistrzostwach Świata w Londynie, na których musiałam zdobyć ten mój wymarzony medal. To mnie napędzało, by się nie poddawać. To była dla mnie ogromna szansa. Udało się! Cały czas dążę do sukcesu, a ten zawsze okupiony jest ciężką pracę. Nie da się dojść do niego na skróty.

Jak odpoczywasz? Co robisz, gdy nikt nie widzi?

Uwielbiam odpoczywać w domu, albo u dziadzia. To dwa miejsca, gdzie odnajduję ciszę i spokój. Mogę poleżeć w hamaku, napić się herbaty, zjeść obiad i spędzić czas z rodziną np. na jakimś wspólnym grillu czy ognisku. U mnie zawsze na pierwszym miejscu jest rodzina, dlatego bardzo cenię sobie każdą minutę z nią spędzoną. Co robię, gdy nikt nie widzi? Śpię, po prostu zwyczajnie śpię (śmiech!). Może komuś wydam się nudna, ale jestem zwykłą dziewczyną, spotykam się z przyjaciółmi, gram w kręgle, strzelam do rzutek. Nie latam w kosmos. Studiuję Bezpieczeństwo Wewnętrzne na UMCS i w przyszłości chcę zostać policjantką.

Kiedy zaczynasz treningi?

– Już 8 listopada jadę na zgrupowanie do Spały. W sobotę 11 listopada wracam na chwilę do Puław, by wziąć udział w I puławskim „Biegu dla Niepodległej”, który odbędzie się na Stadionie Miejskim. Start o godz. 15.00. Serdecznie wszystkich zapraszam!

Najbliższe plany?

Podjęliśmy z dziadziem decyzję o starcie w marcu na zimowym Pucharze Europy w portugalskiej Leirii. I teraz na tym się skupiamy. To będzie dla mnie taki test, sprawdzenie, czy wszystko idzie w dobrą stronę? Ważniejszym celem na przyszły sezon są Mistrzostwa Europy w Berlinie, które odbędą się w sierpniu 2018 roku. To będzie priorytet. Tam będę walczyć o medal. Dużym wyczynem będzie również poprawienie mojej życiówki. To są moje plany na przyszły rok. Przede mną dużo pracy, ale będę ostro trenować, by wrócić z Igrzysk Olimpijskich w Tokio w 2020 roku z medalem. To moje marzenie. Mam nadzieję, że zdrowie i szczęście dopiszą.

Dziękuję za rozmowę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz