DĘBLIN: AFERA KIEŁBASIANA. PROKURATOR POSTAWIŁ ZARZUTY

Grażyna M. (na zdjęciu powyżej z lewej) to w minionej kadencji wiceburmistrz Dęblina. Z kolei Magdalena T. (na zdjęciu powyżej z prawej) do niedawna była zastępczynią kierownika Ośrodka Pomocy Społecznej w Dęblinie. Blisko rok trwało dochodzenie Prokuratury Rejonowej w Rykach, które ujawniło szokujące fakty. Analiza dokumentów, a przede wszystkim zeznania kilkudziesięciu świadków pozwoliły prokuratorowi postawić kobietom poważne zarzuty. Czego więc zdaniem śledczych dopuściły się urzędniczki ? Otóż sięgały po środki z budżetu miasta, by pod pretekstem zakupu żywności dla dzieci – podopiecznych dwóch dęblińskich świetlic środowiskowych PCK (przy ul. 1 Maja i Wiślanej), kupowały ogromne ilości boczku, kiełbasy, kaszanki, łopatki, ryb i… kremów do twarzy i ciała. I tak każdego miesiąca – nawet 20 kg mięsa i innych zbytków za kwotę ok. 1100 zł. W sumie Panie narobiły zakupów za 27 tys. 250 zł. Funkcjonariusz publiczny – Grażyna M. dekretowała i akceptowała faktury, a pani kierownik chodziła do sklepów i dźwigała siatki z kiełbasami. Gdzie trafiały wędlinki? Wcale nie do biednych dzieci. Te musiały zadowolić się chlebem z serem. Zresztą w świetlicach nie było ani garnków, ani odpowiednich zamrażarek czy kuchenek, by przetwarzać i przechowywać takie ilości jedzenia.

KTO ZJADŁ PÓL TONY MIĘSA?

Mimo trwającego rok śledztwa nie udało się ustalić, kto zjadł blisko pół tony mięsa? Kobiety nabrały wody w usta. Była pani burmistrz nie chciała złożyć wyjaśnień, zaś jej ówczesna podwładna – Magdalena T. zapewniła, że ona tylko robiła zakupy i nie ma pojęcia, kto to zjadał. Dziś z nich dwóch większe problemy może mieć Grażyna M. Prokuratura obu zarzuca oszustwo i wspólne korzystanie z publicznych pieniędzy, ale byłej burmistrz „dorzucono” bardzo poważny zarzut – przywłaszczenia 3,5 tys. zł przekazanych przez Fundację Muszkieterowie na rzecz dzieci ze świetlic. Sprawa prawdopodobnie nigdy nie wyszłaby na jaw, gdyby nie dociekliwość obecnej pani burmistrz – Beaty Siedleckiej oraz sprawne działanie ryckiej prokuratury. Przeglądając znajdujące się w ratuszu dokumenty finansowe pani burmistrz zauważyła, że w latach 2013 – 14 na działalność świetlic przeznaczano pięciokrotnie większe sumy niż obecnie. Bo zamiast napojów i środków czystości, które są kupowane z pieniędzy budżetowych, nabywano wędliny i kremy. W tej sytuacji burmistrz Beata Siedlecka powiadomiła prokuraturę.

PO CO RADNYM „ODGRZEWANY KOTLET”?

Tematem bulwersujących wydatków próbowała też zainteresować radnych. Ale ci, z których wielu współpracowało z oboma paniami w poprzedniej kadencji, w ubiegłym roku uznali sprawę za „odgrzewanie kotleta”.

Z tego, co wiem, to Komisja Rewizyjna głosowała za przyjęciem sprawozdania finansowego i udzieleniem absolutorium dla burmistrza zarówno w roku 2013 jak i 2014, czyli nie stwierdziła, aby wydatki w tym obszarze były niecelowe lub zawyżone. Rada Miasta udzieliła w 2013 i 2014 absolutorium, więc ten temat ja uważam za zamknięty. Rozdrapywanie na dzień dzisiejszy praktycznie zagojonych ran nie ma sensu. Znowu są jakieś podteksty polityczne, personalne, które nie rokują dobrej współpracy pomiędzy radą a burmistrzem w roku 2016 – stwierdził w lipcu ubiegłego roku długoletni radny – obecnie wiceprzewodniczący Rady Miasta Dęblin Andrzej Banaś.
Tego samego zdania był przewodniczący rady – Waldemar Chochowski, który uznał, że nie ma sensu, aby tą sprawą się w ogóle zajmować. Jak się okazało – zupełnie innego zdania jest prokurator. Obie kobiety czeka ciężki, nieprzyjemny, publiczny proces.

RADNI MUREM ZA MAGDALENĄ T.

A jeszcze niedawno radni tak ostro bronili jednej z nich – Magdaleny T. , którą nowa kierownik OPS w Dęblinie – Monika Kośmińska zwolniła z pracy. Rada nie godziła się z jej decyzją. Mało tego – żądała odwołania ze stanowiska Kośmińskiej i przywrócenia na stanowisko „skrzywdzonej” pani Magdaleny. Jednak Monika Kośmińska, mimo fali krytyki ze strony radnych, nie ugięła się. Teraz stało się jasne, że zwalniając Magdalenę T. i likwidując zbędne stanowisko zastępcy kierownika, postąpiła słusznie.

O tym, że była zastępczyni OPS zamieszana jest w niewłaściwe dysponowanie środkami gminnymi przeznaczonymi na utrzymanie świetlicy dowiedziałam się niedługo po objęciu przeze mnie stanowiska kierownika OPS w Dęblinie. Informacje, jakie pojawiły się w mediach w tej sprawie po raz kolejny utwierdzają mnie w przekonaniu, iż moja decyzja o zwolnieniu jej z OPS w Dęblinie była jak najbardziej słuszna. Osoby zajmujące tego typu stanowiska powinny cieszyć się nieposzlakowaną opinią i zaufaniem społecznym. W tym stanie rzeczy mogę powiedzieć jedno, bardzo dobrze że ta Pani nie jest już pracownikiem OPS w Dęblinie. Ideą pracy w Ośrodku Pomocy Społecznej jest niesienie pomocy osobom potrzebującym, a jak wynika z doniesień prasowych, postępowanie byłej zastępczymi OPS było tego zupełnym zaprzeczeniem – komentuje sprawę Monika Kośmińska.

A co na to obecna burmistrz, która trafiła na trop marnotrawienia publicznych pieniędzy?

Te osoby, które rekomendował Klub Radnych „Razem dla Dęblina”, okazały się niegodne zaufania. Moje decyzje personalne, po objęciu urzędu burmistrza, były w stosunku do tych osób trafne. Sytuacja ta pokazuje, że nie można być bezkarnym, a za swoje czyny ponosi się odpowiedzialność. Nasuwa się jednak pytanie: gdzie w tym czasie, gdy trwał ten proceder, był burmistrz Stanisław Włodarczyk i ówczesna Rada Miasta, której członkowie do dziś stawiają obie panie za wzór cnót i ganią mnie za personalne zmiany? – pyta retorycznie obecna burmistrz Beata Siedlecka.

Być może na te i na wiele innych pytań odpowie proces, który wkrótce ruszy. Tygodnik Powiśla, który jako pierwszy opisał „kiełbasianą aferę”, będzie go dla Państwa szeroko relacjonował.

Tekst: Marcin Mizera, fot. AF, Internet

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz