TAK BIEDRONKA „PODZIĘKOWAŁA” BOHATERCE

Czy można lubić pracę w Biedronce? Tak – pani Jolanta bardzo lubiła. Dla niej i dla jej synka zarabiane tu pieniądze były podstawą utrzymania. Ładną i miłą ekspedientkę lubili też klienci. Niestety, już jej nie spotykają w Biedronce przy ul. Piaskowej. Dlaczego? Bo tu się najwyraźniej nie chodzi na zwolnienia lekarskie, nawet gdy pobije cię w pracy pijany, rozwścieczony bandyta. To, co przydarzyło się tej młodej, dzielnej dziewczynie nie mieści się w głowie. Pracodawca zamiast jej podziękować i dać nagrodę za obywatelską postawę, wyrzucił ją z pracy.

Całe zajście nagrały kamery monitoringu. Był zmierzch, ok. godziny 17 w sobotę 4 listopada ub. roku. Do sklepu wtargnęło dwóch 17-latków – wychowanków puławskiego poprawczaka. Byli pod wyraźnym wpływem środków psychoaktywnych i alkoholu. Interesowało ich jedno – za wszelką ceną wynieść z Biedronki jak najwięcej alkoholu. Nie przejmowali się obecnością klientów i załogi sklepu. Byli zdeterminowani i brutalni. Napastników próbowało zatrzymać 3 pracowników. Dwóch z trudem przytrzymywało jednego. Drugi chłopak był blokowany tylko przez jednego pracownika. Klienci nie reagowali, nie próbowali pomóc. Bandyta próbował sięgnąć po szklaną butelkę, żeby ją stłuc i skuteczniej zaatakować trzymającego go mężczyznę. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie, bo pracownik nie był w stanie sam utrzymać sprawcy, który krzyczał, że wszystkich powyrzyna i że tu wróci. I wtedy na pomoc koledze przybiegła drobna, delikatna dziewczyna. Pani Jola nie zastanawiała się nad własnym bezpieczeństwem. Próbowała zablokować rozjuszonego agresora. Ten z całej siły kopnął ją w nogę. Na szczęście w ostatniej chwili na miejscu pojawiła się policja. Dziewczyna trafiła na pogotowie. Okazało się, że ma pękniętą łąkotkę.

Ból był nie do zniesienia. Ale o wiele gorsze było to, co cały czas stało mi przed oczami – widok rozszalałego napastnika. Nigdy nie chciałabym przeżyć czegoś podobnego – mówi pani Jola.

Dziewczyna po trzytygodniowym zwolnieniu wróciła do pracy, choć noga wciąż bardzo bolała. Pod koniec zmiany,26 stycznia br. o godz. 21.00 została wezwana do kierownika. A ten niespodziewanie… wręczył jej wypowiedzenie i to bez podana przyczyny.

Byłam w szoku. W życiu bym się tego nie spodziewała. Przecież nie zrobiłam niczego złego. W dodatku samotnie wychowuję dziecko. Ta praca była dla mnie tak ważna – płacze.

W związku z tym, że musiała iść na rehabilitację zapytała, czy to dramatyczne zdarzenie, zgodnie z przepisami, zostało zgłoszone jako wypadek w pracy. To było też potrzebne do wypłaty odszkodowania. Odpowiedzi nie uzyskała. Dlatego sprawę przeciwko Jeronimo Martins skierowała do Sądu Pracy.

Wiem od koleżanek, że w Biedronkach nie potrzebują pracowników, którzy mają zwolnienie lekarskie. A ja jeszcze potrzebowałam rehabilitacji. Z pewnością dlatego stałam się zbędna. Nie chcę już tam wracać, choć tak jak podkreślałam, bardzo ją lubiłam. Ale doznałam okropnej krzywdy. Mam zmasakrowaną nogę. Musiałam z prywatnych pieniędzy zrobić rezonans, który wykazał poziome pęknięcie na granicy trzonu tylnego łękotki przyśrodkowej. W tkankach miękkich zbiera się płyn. Trudno wytrzymać ból – opowiada pani Jolanta i pokazuje dokumentację medyczną podpisaną przez dr. nauk medycznych Tomasza Pikułę. Dlatego będzie się domagać od byłego pracodawcy odszkodowania w wysokości 3-miesięcznego wynagrodzenia. Będziemy dla Państwa relacjonować ten proces. Wielokrotnie próbowaliśmy się w tej sprawie skontaktować się z Jeronimo Martins. Niestety, żaden z podanych na stronach internetowych telefonów nie odpowiadał. Wyłączony był także telefon do kierownictwa puławskich Biedronek.

Tekst: tp

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz